Niezwykle potężne i ważne uczucie. To właśnie ono daje nam siłę do przeciwstawiania się trudnościom i dalszego podążania obraną drogą. To właśnie nadzieja potrafi podtrzymać nas przy życiu i nadać mu sens, gdy wszystko się wali i zdaje się tego sensu nie mieć w ogóle. To ona zachęca nas do przekraczania własnych ograniczeń i sięgania po więcej niż to, co wydawało się nam możliwe. To ona nas pociesza w chwilach próby i pokazuje, że jest dla nas coś lepszego niż trudy chwili obecnej. Nadzieja ma niezwykle silną moc przekraczania „niemożliwego” i potrafi rozbudzić w nas wewnętrzne zasoby o których istnieniu nawet nie wiedzieliśmy.
Niezależnie od tego gdzie jesteś i co się z Tobą dzieje – zawsze jest nadzieja. Może brzmi to tanio i oklepanie, ale taka jest prawda. Życie bywa trudne i okrutne, ale nigdy nie jest pozbawione choć szczątkowej nadziei na coś lepszego. Odmawiając sobie prawa do nadziei, skazujesz się na rozpacz, pustkę i pochłaniający mrok. Wiem, że czasami łatwo jest poczuć się przytłoczonym trudnymi doświadczeniami, a to z kolei może odzierać nas z wszelkiej nadziei.
Warto jednak pamiętać, że to co się działo w przeszłości i co się dzieje w chwili obecnej, nie determinuje całej twojej przyszłości. To, że całe życie byłeś biedny, nie znaczy, że nigdy się nie wzbogacisz. To, że nigdy nikt cię szczerze nie kochał, nie znaczy, że już nigdy nie doświadczysz miłości. Łatwo jest wpadać w mentalną pułapkę umysłu, który lubi zakładać, że to co było do tej pory jest równocześnie tym, co już zawsze będzie. Umysł trzyma się tego, co zna i kojarzy, tak już ma. I choć oczywiście wpływa to na twoją otwartość lub jej brak w danym temacie, to wciąż nic tutaj nie sztywno determinowane. Nawet mimo pewnego zamknięcia, wciąż można doświadczyć większych i mniejszych cudów, szans i darów od losu, które wykraczają poza naszą codzienną otwartość. Czasami po prostu pojawia się coś dobrego jako okazja na przekroczenie naszych własnych ograniczeń, a od nas już tylko zależy czy z tego skorzystamy czy też nie. Na szczęście wszechświat nie raz podsyła nam więcej niż teoretycznie pozwalałaby na to nasze podświadome wzorce.
Uczucie nadziei jest niezbędnym minimum, jeśli chcesz sukcesywnie pracować nad sobą. Nie musisz od razu wierzyć w to, że osiągniesz sukcesy, a twoje życie ulegnie poprawie. Jeśli dotychczas było ci bardzo ciężko, to jest to raczej normalne, że ciężko będzie ci szczerze to poczuć i utrzymać w dłuższej perspektywie. Na szczęście na początek wystarczy, że chociaż dasz sobie nadzieje na pozytywne zmiany. To naprawdę nic nie kosztuje, choć może ci się wydawać inaczej jeśli np. boisz się rozczarowania i z tego powodu wolisz sobie tej nadziei nie dawać. To jest ogromny błąd, ponieważ wtedy z miejsca wkładasz się w miejsce (i skazujesz na nie), które się tak boisz w pierwszej kolejności. Ja wychodzę z założenia, że lepiej powalczyć o wygraną, ryzykując porażkę, niż „dla bezpieczeństwa” od razu się pakować w porażkę.
Pozwól sobie mieć nadzieje. Pozwól sobie marzyć i czuć pozytywny potencjał. Nie skazuj się na smutną wegetację w ramach której nie może cię spotkać już nic lepszego niż to, co spotkało cię do tej pory.
Nadzieja nie jest zwykłą mrzonką czy marnym pocieszeniem dla przegranych.
Nadzieja to prawdziwe, potężne i piękne uczucie, które niesie za sobą pokłady realnej MOCY.
PS. Przy okazji polecam sobie znaleźć i posłuchać (choćby na Youtube) piękny kawałek: „Spring 1” – Max Richter, który to też mnie zainspirował do dzisiejszego tekstu :)



Komentarze są zamknięte.