Poczucie skrzywdzenia jest niczym czarna dziura, która potrafi pochłaniać i pokrywać mrokiem całą naszą duszę. Potrafi ścisnąć serce, zdusić wszelkie czucie, odciąć nas od tego co dobre, pozostawiając w pustce, smutku i beznadziei. Często pod wpływem długotrwałego cierpienia stajemy się zgorzkniali, zobojętnieni, wycofani, niezadowoleni, skupieni na swoich brakach i niezaspokojonych potrzebach. Z zewnątrz możemy sprawiać wrażenie osób wiecznie smutnych, samolubnych (nie mając zasobów dla innych, a jednocześnie często marudząc o swoich dziurach) i ogólnie raczej mało zachęcających do tworzenia bliskości. A to może generować jeszcze więcej odrzucenia i krzywdy, nakręcając błędne koło, w ramach którego pogrążamy się coraz bardziej.

Najczęstszym błędem osób, które doświadczają takich stanów, jest utknięcie w perspektywie małego dziecka, które cały czas czeka na mamusię/tatusia, aby w końcu rodzic zauważył nasz ból i nas ukochał, obdarzając wszystkim, czego nam tam akurat brakowało. Tak jak dziecko „epatujemy” naszym cierpieniem, wyrażamy go na każdym kroku i tworzymy z niego motyw przewodni naszych wyborów życiowych i zachowań.

Ból staje się naszym towarzyszem, wymówką i motywacją w jednym. To właśnie nasze osobiste cierpienie towarzyszy nam na co dzień, to ono napędza nasze braki i głód emocjonalny, to ono usprawiedliwia nasze niezdrowe zachowania. Przyzwyczajamy się do niego tak bardzo, że nie potrafimy przełamać ograniczających schematów, wciąż czekając na bezwarunkową, rodzicielską miłość, która nie nadchodzi i nigdy nie nadejdzie. A czując ten ból, wpadamy w bezsilność i przekonanie, że nasz los już nigdy się nie odmieni – w końcu co ma się zmienić, jeśli to cierpienie wciąż stanowi fundament naszych doświadczeń?

Wyjście z tej pułapki jest tylko jedno.

Przestać czekać na uczucia/relacje z zewnątrz, które miałyby rozpuścić ten ból. Wyjść poza tożsamość całkowicie zależnego od rodzica dziecka. Przestać oddawać swoje szczęście w ręce innych ludzi. Przestać się łudzić, że ktokolwiek poza nami samymi jest w stanie uwolnić nas od tego cierpienia. Przestać pielęgnować poczucie krzywdy i zacząć przejawiać inicjatywę w wychodzeniu do miłości.

Twoje serce należy do Ciebie. Twoje uczucia należą do Ciebie. Nie jesteś już bezsilnym dzieckiem. Masz wybór każdego jednego dnia – co wybierasz, do czego się dostrajasz, jakie uczucia i nastawienie chcesz pielęgnować. Zapomnij na chwilę o tym, co ci świat robił czy robi, co ci daje, a czego nie daje. Skup się na sobie i swojej sprawczości. Skup się na swoim sercu i spróbuj poczuć siebie. Zobacz coś więcej niż krzywdę i cierpienie. Spójrz na swój piękny potencjał, na radosne i żywe uczucia, jakie próbują przejawić się poprzez serce.

Żyjemy w świecie, gdzie naprawdę ogrom ludzi jest pochłoniętych swoimi sprawami, emocjami, problemami i ograniczeniami. Każdy ma swoje problemy na głowie i jest mała szansa, że ktoś będzie się przebijał przez twoje mury obronne, aby zająć się i zaopiekować twoim bólem – chyba, że będziesz miał dużo szczęścia, ale nie stawiałbym wszystkiego na tą jedną kartę :)

Prawda jest taka, że nawet jeśli byłeś skrzywdzony przez innych ludzi jako małe, bezbronne dziecko, to i tak ty sam będziesz musiał to naprawić. Jest bardzo mała szansa, że świat zobaczy, zrozumie twój ból, a następnie wdroży wobec ciebie specjalne traktowanie w związku z tym. Może cię to denerwować i frustrować, wydawać się niesprawiedliwe i okrutne, ale jest jak jest. Możesz uznać, że po tym wszystkim czego doświadczyłeś, nie masz już zasobów na to, aby sobie pomóc. Ja jednak powiedziałbym inaczej – po tym, czego doświadczyłeś, raczej możesz nie mieć już zasobów do tego, aby dalej w tym tkwić. A to cierpienie pochłania ogromne ilości naszych psychicznych i emocjonalnych zasobów. Wycieńcza i wykańcza.

Sięgnięcie po inne uczucia, te pozytywne – nie jest żadną ciężką pracą. To jest ulga. To jest jak zanurzenie w chłodnej wodzie po bardzo długiej wędrówce przez gorącą pustynię. Możesz oczywiście czekać aż przywiozą ci wodę ci, którzy cię na tą pustynię wywieźli, ale jest to nieco naiwne i mało rozsądne podejście. Im bardziej zostałeś skrzywdzony, tym bardziej musisz o siebie zadbać. Tym bardziej potrzebujesz skupić się na praktycznych rozwiązaniach i zadbaniu o swoje potrzeby.

Może ci się oczywiście wydawać, że zostałeś złamany i skrzywdzony tak bardzo, że nie jesteś już zdolny do stworzenia zdrowych wzorców. To jednak nie jest prawda. Po prostu będzie ci ciężej na początku, będziesz miał wiele do nauczenia i zrozumienia, ale nikt ci nie każe osiągać tego za jednym zamachem. Tak samo jak w szkole nie wymaga się, aby dziecko nauczyło się mnożyć i dodawać, zanim w ogóle pozna cyfry. Wszystko po kolei, krok po kroku. Dalsze kroki nie będą już takie trudne, gdy wykonasz te wcześniejsze. To wszystko nie jest trudne, po prostu wymaga czasu, cierpliwości, pewnej samodyscypliny i szczerego działania w kierunku tego, co dobre i korzystne.

Ten świat reprezentuje sobą ZNACZNIE więcej niż twoja osobista krzywda. Jest tutaj tyle piękna, dobra, wspaniałych ludzi i wszelkiego rodzaju cudów. To wszystko jest na wyciągnięcie ręki, wymaga jedynie wyjścia poza krzywdę, wokół której się tak mocno obudowaliśmy :)

Komentarze są zamknięte.