Przebaczenie jest bardzo ważnym etapem w uzdrawianiu wszelkiego rodzaju krzywd i zranień.
Niektórym osobom przychodzi ono dość łatwo, innym znacznie trudniej. Z czego to wynika?
Spróbujmy sobie odpowiedzieć na to pytanie :)
Zacznijmy od tego, że przebaczenie jest generalnie takim końcowym, trochę domykającym krokiem w danej kwestii. Niechęć do przebaczenia będzie więc bardzo często wynikać z poczucia, że nie satysfakcjonuje nas pozostawienie spraw w takim punkcie, w jakim obecnie się znajdują. Czegoś nie dostaliśmy, coś nie zostało uznane, ktoś nie poniósł konsekwencji, nie pojawiła się rekompensata. Możliwości jest wiele, ale generalnie sprowadza się to do poczucia, że coś powinno zadziać się inaczej i wciąż nam zależy na tym na tyle, że nie chcemy i nie potrafimy odpuścić.
Tutaj należałoby więc przyjrzeć się sobie i swoim motywacjom oraz emocjom, aby odpowiedzieć sobie na pytanie: „co jeszcze chcę osiągnąć trzymając moje urazy czy czego się obawiam odpuszczając?”.
Następnie warto zastanowić się z punktu widzenia dorosłego, świadomego człowieka (a nie emocji dziecka, które najczęściej będą tutaj fundamentem pod takie, a nie inne podejście) czy to rzeczywiście ma sens, czy jest w ogóle realistycznie osiągalne (jakie są szanse na zmianę, jeśli ta się nie zadziała przez x lat), ile kosztuje mnie trzymanie się tego (jakie są negatywne skutki dla mnie i otoczenia) i czy przypadkiem nie istnieją lepsze sposoby, aby dostarczyć sobie to, czego tak pragnę (najczęściej poprzez inne relacje albo zmianę podejścia na bardziej otwarte i pozytywne w obecnych).
Warto mieć świadomość tego, że przebaczenie nie powinno być wymuszone, a powinno być szczere, płynąc z serca i głębokiego zrozumienia, że to jest naprawdę najsensowniejsza dla nas opcja. Osoby, którym nie wolno było wyrażać swojej krzywdy czy które to całkowicie stłumiły i zakłamały, powinny najpierw sobie dać przestrzeń do tego, aby w ogóle pozwolić sobie poczuć te wszystkie negatywne emocje i je w zdrowy, terapeutyczny sposób wyrazić. Później będzie czas i przestrzeń na przebaczenie.
Z kolei ci, którzy od lat nakręcają się w swoim bólu i żalu, samobiczując się nim na każdym kroku, powinni pozwolić sobie na ruszenie dalej i wyjście poza to emocjonalne zapętlenie. Do tego potrzebne jest wyjście poza tożsamość, która zbudowała się na braku (rola ofiary, niekochanego czy niewidzialnego dziecka, itp.), aby nauczyć się postrzegać siebie z szerszej perspektywy – tego, który może być chciany, kochany, widziany, doceniany, itd. Trzeba bowiem sobie uświadomić, że bardzo często podtrzymujemy żal za stare krzywdy z przekonania, że one nas trwale z czegoś odarły i nie mamy możliwości odbudowania siebie w sposób, który wypełniłby te dziury w nas. Gdybyśmy czuli zaspokojenie i szczęście w danej kwestii to nawet do głowy by nam nie przyszło, żeby roztrząsać jakieś stare historie, które dawno nie mają znaczenia. Tutaj trzeba więc odpowiedzieć sobie na pytanie: „Co mogę zrobić, co mogę sobie dać, w jaki zdrowy sposób mogę sobie to dać, aby nie czuć już tego braku”. A im bardziej siebie zaspokoimy, tym mniejsze będzie miało znaczenie to, że kiedyś tam, dawno temu nam czegoś brakowało czy coś było niewłaściwe. Ważne jest to, aby TERAZ było właściwie i tak jak trzeba.
A jeśli mówimy o obecnych relacjach, które od lat nie działają (najczęściej rodzinnych) to trzeba sobie zadać pytanie – jaki jest sens trzymać się czegoś, co od dawna nie działa i nie zmierza w sensownym kierunku? Albo zmieniam swoje podejście i próbuje od innej strony (np. odpuszczając negatywne emocje i wprowadzając więcej luzu ze swojej strony), albo sobie odpuszczam i szukam zaspokojenia gdzie indziej, tam gdzie mnie szczerze chcą w zdrowy sposób.
To, co również pomaga w odpuszczeniu to świadomość, że nie przebaczamy dla naszych katów, ale dla siebie samych. To nie nasi kaci męczą się z naszym żalem. To my go doświadczamy, to my się nim katujemy, to nas on obciąża. Można więc spojrzeć na to wszystko z takiej perspektywy – czy to ma sens, żebym sobie dokładał jeszcze więcej bólu i cierpienia, gdy i tak już go wystarczająco dużo doświadczyłem? Czy ten człowieka/ta sytuacja jest tego warta, aby odzierać siebie ze swojej wolności do szczęścia, emocjonalnie i psychicznie utykając w tym miejscu, gdy przede mną stoi cały, ogromny i piękny świat otworem? Jest tyle pięknych uczuć i doświadczeń do których mógłbym się dostroić i które mógłbym przeżywać zamiast tej przykrej, ciężkiej i ciągnącej w dół energii.
No i wreszcie – można spojrzeć na naszych katów z innej perspektywy. Zastanowić się nad tym jak bardzo skrzywdzeni, cierpiący, złamani musieli być ci ludzie, że aż tak ich wypaczyło, potłumiło, odcięło od miłości czy empatii. Jak smutne to jest, że ktoś jest toksyczny i utknął w tych niskich energiach, odzierając się nieświadomie z pięknych doświadczeń miłości czy prawdziwego szczęścia. Życie takich ludzi jest pełne napięć, walki, smutku, odcięcia, jałowości i wielu innych zjawisk, które są tak naprawdę koszmarem, który toczą ze sobą każdego dnia, nawet jeśli tego po nich nie widać. Nie da się bowiem być tak bardzo odciętym od własnego serca i nie cierpieć w jakiś sposób. Ci ludzie i tak ponoszą konsekwencje tego, co wybierają i kim są, musząc z tym żyć, w swoich ograniczeniach i odcięciach. Nawet jeśli zewnętrznie im się powodzi i wyglądają na spełnionych, to jednak kluczowe w doświadczaniu naszego życia jest nasze własne wnętrze i świadomość. Co z tego, że masz wszystko, jeśli jesteś pusty w środku? Tutaj nie ma czego zazdrościć i nie ma co popadać w iluzoryczne przekonanie, że ktoś nie poniósł konsekwencji – wszyscy je ponosimy w takim samym stopniu i nikogo to nie omija, a nie naszym zadaniem jest pilnować cudzą odpowiedzialność za własne wybory. My mamy się skupić na sobie i swoim szczęściu. A spojrzenie na kata jak na smutnego, złamanego czy nie radzącego sobie człowieka często pomaga odczarować część emocji związanych z trzymaniem krzywdy.
I jeszcze mała wskazówka – osobiście lubię używać w afirmacjach takich zwrotów jak „odpuszczam” czy „zwracam sobie wolność od”, ponieważ kładą one większych nacisk na naszej korzyści i tym co najważniejsze w przebaczeniu, czyli właśnie odpuszczeniu sobie tego, czego się tak kurczowo trzymaliśmy. A za tym idzie mnóstwo luzu, oddechu i pięknej wolności :)



Komentarze są zamknięte.