Naturalnym jest to, że każdy z nas chce i potrzebuje dostawać różne rzeczy od świata i ludzi – choćby uczucia, pieniądze, relacje… Rzecz w tym, że często mamy wiele ograniczających wyobrażeń zarówno na swój temat (samoocena, zasługiwanie), jak i kwestie związane bezpośrednio z tym jak wygląda samo przyjmowanie. Może się nam wydawać, że jest ograniczona ilość dobra, którego potrzebujemy, a więc dla nas może nie starczyć lub nie chcemy zabierać, aby nie zabrakło innym. Możemy być przekonani, że świat nam czegoś nie chce dać, więc musimy się pogodzić z brakiem albo posunąć do wszelkiego rodzaju kombinacji, aby w jakiś sposób wyrwać sobie kawałek tortu dla siebie.

Takiego rodzaju wyobrażenia sprawiają, że zaczynamy wchodzić w niezdrowe rejony samoograniczeń, manipulacji, walki czy szarpania się ze światem. Pojawia się zachłanność, chciwość, zazdrość, wycofanie czy rezygnacja. Przekonanie, że musimy coś wyrwać dla siebie (sprytem, przemocą, presją, ciężką pracą czy manipulacją) generuje mnóstwo napięcia i albo zniechęca do przyjmowania albo wkłada nas w bardzo niekorzystne działania i pomysły.

Tymczasem zdrowe przyjmowanie wygląda zupełnie inaczej.

W pewnej części możemy dostawać różnego rodzaju dobra od tak, za nic, mając jedynie otwartość na przyjmowanie. Po prostu świat może mieć czegoś w dostatku dla nas, a może stworzyliśmy budujące relacje z ludźmi, którzy sami z siebie chcą i mogą o nas zadbać w jakimś stopniu. Nie ma co jednak liczyć na to, że w ten sposób zaspokoimy wszystkie swoje potrzeby, gdy sami będziemy tylko leżeli i pachnieli – to by wprowadzało niezdrową równowagę.

I tutaj dochodzimy do najciekawszego punktu.

Chodzi o to, że możemy twórczo wykorzystywać naszą energię. Zamiast marnować ją na wcześniej wspomniane szarpanie się ze światem czy inne manipulacje, możemy uruchomić nasz twórczy potencjał do tworzenia wszelkiego rodzaju wartości materialnych i niematerialnych, które będziemy wymieniać na to, czego nam trzeba (czasami poprzez bezpośrednią wymianę np. usługa za pieniądze, a czasami pośrednio – my tworzymy dobro w jednym miejscu, a ono do nas wraca w takiej postaci, w jakiej potrzebujemy, z zupełnie innego kierunku).

Generalnie im bardziej przejawiamy naszą Boską energię w świecie i im więcej dobra tworzymy dla świata, tym więcej też płynie go do nas (przy założeniu, że nie funkcjonują mechanizmy, które by zaburzały prawidłowy przepływ tej wymiany, np. wzorce poświęcenia się dla innych własnym kosztem).

Mając świadomość tego wszystkiego, możemy spojrzeć na przyjmowanie nie jak na zagarnianie czegokolwiek, ale bardziej jak na twórczą wymianę w ramach której zarówno tworzymy dobro, jak i je przyjmujemy, dzięki czemu wszyscy korzystają. To wymaga co prawda odpowiedniej samooceny, aby być w stanie postrzegać siebie jako źródło wartości dla świata, ale jeśli tego nam brakuje – jak najbardziej warto nad popracować, zamiast frustrować się, że świat nic dla nas nie ma :)

Komentarze są zamknięte.