Gdy w bliskich relacjach pojawiają się problemy (a raczej trudno, żeby się nigdy żaden nie pojawił), to możemy podejść do sprawy na różne sposoby. Dużo ludzi niestety nie mając dobrego wzorca rozwiązywania konfliktów z domu czy działając z poziomu swoich lęków i traum wchodzi w schematy, które sprzyjają eskalacji, a nie sprawnemu rozwiązaniu danej sprawy.

Największą pułapką i najczęściej powtarzanym błędem jest to, że dwójka bliskich ludzi staje przeciwko sobie, a nie przeciwko wspólnemu problemowi. Przyjrzyjmy się temu na przykładzie związku partnerskiego, gdzie jak sama nazwa wskazuje – partnerstwo jest jednym z głównych założeń i fundamentów relacji (a przynajmniej tak powinno to wyglądać).

Zdrowe partnerstwo zakłada, że niezależnie od tego, kto jaki miał wkład w stworzenie problemu, jest to w naszym wspólnym interesie, aby sprawę rozwiązać jak najkorzystniej i najsprawiedliwiej dla wszystkich zainteresowanych, tak aby wszystkim było jak najlepiej. Dbamy o siebie, wspieramy się, dążymy do spokoju, szczęścia i miłości, chcemy, aby było po prostu dobrze. W przypadku dojrzałych i nietoksycznych relacji jest to proste i oczywiste, szczególnie gdy już sobie wszyscy ufamy.

Zacznijmy od tego, że najpierw trzeba wspólnie ustalić co w ogóle jest problemem i co stanowi sedno czy przyczyny problemu, a już tutaj mogą pojawić się kluczowe różnice w perspektywie. Dla przykładu stwórzmy taką hipotetyczną sytuację: kobieta zdenerwowała się na partnera, że nie zmył naczyń, on z kolei zareagował na to również złością, że ona ciągle się go o wszystko czepia.

W niezdrowych schematach partnerzy staną przeciwko sobie, gdyż oboje czują jakąś niesprawiedliwość i uzasadnienie dla swojego gniewu, więc będą walczyć przeciwko sobie, próbując w ten sposób przekonać drugą stronę do tego, aby przyjęła ich perspektywę. Oboje będą atakować, będąc przekonanymi, że głównie się bronią, a to będzie tylko eskalować kolejne i kolejne emocje, więc z małej rzeczy będzie robić się coraz większa i większa.

W zdrowym schemacie, mimo emocji, partnerzy szybko zauważą, że mają odmienną perspektywę i emocje, które ich rozdzielają, więc w pierwszej kolejności podejmą próbę zarówno konstruktywnego uzasadnienia swojego podejścia i reakcji, jak i również próbę zrozumienia punktu widzenia drugiej strony. Ich celem będzie skonfrontowanie tych różnic w taki sposób, aby zrozumieć skąd w ogóle one się wzięły. W swojej dojrzałości i zaufaniu do relacji oni po prostu wiedzą to, że nikt tutaj nie mataczy celowo ani nikt nikogo nie chce krzywdzić, więc te różnice nie są efektem negatywnego działania z premedytacją. One muszą wynikać z odmiennych oczekiwań, doświadczeń, nieporozumień, niewidzenia całego obrazu, błędnych interpretacji, różnic w osobistych definicjach czy jakiekolwiek innej rzeczy, która wynika z faktu, że nie jesteśmy klonami, a różnie ukształtowanymi jednostkami, które po prostu naturalnie różnią się od siebie, no i mają jeszcze swoje własne ograniczenia czy zaślepienia.

Uwzględniając więc, że oboje mamy swoje ułomności, zaślepienia czy zwykłe różnice między nami na dowolnych poziomach – z wyrozumiałością i szacunkiem podejmujemy się zdrowej komunikacji, która ma pomóc zrozumieć, gdzie naprawdę leży problem. W kontekście podanego przykładu wystarczy więc, że partnerzy odkładają swoje emocje nieco na bok (nie tłumią ich, ale jednocześnie też nie pozwalają im się panoszyć, siejąc destrukcję i chaos – można je czuć, można je wyrażać, ale nie trzeba się w nich zatracać). Mając nieco więcej luzu i przestrzeni, aby pamiętać, że jednak mimo konfliktu, wciąż się kochają i są dla siebie ważni, mogą z szacunkiem do siebie (a więc bez wyzwisk, bez oskarżycielskiego tonu i obwiniania) porozmawiać i wyrazić swoją perspektywę, odczucia, potrzeby i oczekiwania. Kluczowe jest przyjęcie przez obie strony założenia, że nie widzą i nie rozumieją wszystkiego, więc potrzebna jest elastyczność i otwartość na zmianę perspektywy. Możemy ufać sobie i swoim odczuciom, ale po prostu nie upieramy się przy niczym, zakładając, że to, czego się dowiemy w toku rozmowy rzuci nowe światło na całą sprawę i może zmienić nasze postrzeganie całej sytuacji (choć też nie musi).

Wymieniając się odczuciami i spostrzeżeniami, partnerzy z początku mogą czuć, że się nie rozumieją, ale to wynika z faktu, że po prostu jeszcze nie dotarli do sedna sprawy. Zachowując spokój i drążąc dalej w końcu dochodzą do zrozumienia. Okazuje się, że partnerka wyniosła z domu schematy zbyt wysokich wymagań i napięcia, więc podchodzi zbyt nerwicowo do takich spraw jak nieumyte naczynia (bo do wielkich zaniedbań realnie nie dochodzi), z kolei partner był nadmiernie krytykowany i tresowany w swoim domu, więc jemu to też odpala cały szereg skojarzeń, na które reaguje zbyt nerwowo, a przy okazji zauważa, że nieświadomie, nieco buntowniczo za bardzo olewał to mycie naczyń, aby pokazać swoją „niezależność”. Wychodzi więc ostatecznie na to, że oboje mają z czym pracować, a rozumiejąc skąd brały się pewne wady i ograniczenia drugiej strony, z łatwością można odpuścić sobie niepotrzebne emocje i okazać sobie nawzajem wyrozumiałość i wsparcie.

Nie każdy problem jest szybki i łatwy do rozwiązania, ale jedno jest pewne – największe szanse na sukces mamy, gdy łączymy nasze zasoby do wspólnego rozwiązania (co dwie głowy to nie jedna!), a najmniejsze, gdy marnujemy te zasoby na niepotrzebną walkę przeciwko sobie.

Komentarze są zamknięte.