O miłości można mówić i pisać naprawdę wiele. Często słyszymy o niej w kontekście związkowej namiętności, troski i współczucia czy rodzicielskich uczuć. Wiecie, takie dość oczywiste i powszechnie rozpoznawane przejawy tego uczucia. Istnieją jednak takie aspekty, które niekoniecznie przyjdą nam od razu do głowy, a mimo to również są niezwykle cenne i ważne.

Czy wiecie, że miłość to tak naprawdę bardzo mądra energia o niezwykle potężnej mocy naprawczej? Wszystko, czego ona się dotknie – zaczyna się uzdrawiać, regenerować, wracać na swoje miejsce. Złamana psychika się zrasta. Zaślepienia zamieniają się w przytomne i trzeźwe postrzeganie. Lęk transformuje się w bezpieczeństwo i zaufanie. Odrzucenie zastąpione zostaje przyjęciem. Cierpienie staje się błogością.

I to jest jeden z głównych powodów dla których tej miłości często tak bardzo się boimy.

Pozornie mogłoby się wydawać, że to irracjonalne. Czemu mielibyśmy się bać czegoś tak cudownego?

Z prostej przyczyny – obcowanie z prawdziwą miłością oznacza puszczenie kontroli i poddanie się procesom, które żyją własnym życiem. To jest żywa energia, która wypełni światłem każdą cząstkę Twojego istnienia. Zacznie poruszać, dotykać, wyciągać, transformować przeróżne części twojej duszy – delikatnie, subtelnie, z wyczuciem, ale jednak po swojemu, mądrze i zgodnie z tym, co jest dla nas realnie najlepsze. Rzecz w tym, że my nie zawsze wiemy co jest dla nas dobre, nie zawsze temu ufamy, nie zawsze chcemy się temu poddać, nie zawsze chcemy dotknąć tego co bolesne i trudne. Pojawia się więc pokusa, aby kontrolować miłość, narzucić jej pewne sztywne ramy i wyznaczyć granice, co jej wolno, a czego nie.

Tyle, że miłość nie podporządkowuje się ego, nie daje się kontrolować i ograniczać. W takich warunkach ona zanika, ponieważ nie ma dla niej właściwej przestrzeni, w której mogłaby się wyrazić. Miłość potrzebuje wolności, ona jest wolnością i tylko poprzez wolność może się przejawiać.

I to jest dla wielu przerażające. Pozwolenie na miłość oznacza, że przestajemy decydować o tym, co i w jakiej kolejności dotkniemy w sobie. Nasze sztywne założenia i pozornie bezpieczne plany sypią się jak domek z kart, nieustannie weryfikowane przez czystą prawdę, jaką miłość niesie ze sobą. Miłość uzdrawia nie to, co chcesz, żeby uzdrowiła, ale to, czego uzdrowienie przyniesie Ci największą korzyść w szerszej perspektywie. Ona wie o tobie wszystko. Nie oszukasz jej wymówkami i manipulacją. Nie przekonasz jej do niczego, nie możesz się z nią targować. Ona robi co chce i jak chce, więc albo się na to godzisz, albo ona się wycofuje, bo nie chce niczego robić na siłę i wbrew tobie. Ona po prostu nie może zniżyć się poniżej własnego poziomu, bo wtedy przestałaby być sobą. Ocean, który chcesz zmieścić w słoiku przestaje być oceanem – to już jest tylko trochę słonej wody w słoiku i nic więcej.

Na szczęście to nie jest tak, że jeśli nie jesteś gotowy, to ona się obrazi i już nie wróci – ona zawsze jest i zawsze będzie gotowa wrócić, gdy tylko poczujesz na nią gotowość. Taka już ona jest – nieskończenie cierpliwa, wyrozumiała i zawsze gotowa, aby cię ukochać.

Miłość jest niezwykle potężna. Skala i moc zmian, jakich ona może dokonać mogą naprawdę zaskoczyć. Twoje życie może diametralnie zmienić się, a niemożliwe staje się nie tylko możliwe, ale wręcz oczywiste i swobodnie dostępne. Traumy, które wydawały się nieprzekraczalne, po prostu rozpuszczają się, rozpadając się na kawałki. Twarde, betonowe ego mięknie jak lody wystawione na słońce. Ludzie, którzy nie potrafili kochać i być kochanymi, odkrywają, że jednak potrafią kochać i mogą być kochanymi :)

Komentarze są zamknięte.