Spotykając znajomych ludzi, z reguły witamy się z nimi – „cześć, dzień dobry, co słychać?”. To się wydaje dość naturalne i oczywiste. Kiedy jednak ostatni raz przywitałeś się ze sobą, rozpoczynając nowy dzień? Kiedy ostatni patrząc w lustro poczułeś miłość i wypowiedziałeś na głos: „Jak dobrze cię widzieć!” lub coś podobnego? Kiedy ostatni raz autentycznie ucieszyłeś się z powodu swojej obecności?
Czy w ogóle jakkolwiek reagujesz na swoją obecność czy po prostu przyzwyczaiłeś się do ignorowania siebie? A może widzisz siebie, ale głównie wtedy, kiedy masz sobie coś do zarzucenia?
Czy zwracasz w ogóle uwagę na te kwestie? Czy jesteś dla siebie na tyle ważny, aby przejmować się tym jaką masz relację ze sobą, jak siebie widzisz i traktujesz na co dzień?
To są niezwykle ważne pytania, którym warto poświęcić kilka spokojnych chwil, będąc ze sobą w szczerej, ale też niekrytykującej (żalem i pretensjami i tak wiele nie wskórasz) przestrzeni.
Relacja ze sobą jest wszystkim. To jest fundament wszystkich fundamentów. To jak siebie postrzegasz, jak traktujesz, jak się do siebie odnosisz, z czym się utożsamiasz – wpływa na dosłownie każdą jedną sferę życia. I tak jak braki w tych kwestiach potrafią wiele sabotować w życiu, tak samo pozytywne zasoby, które zbudujesz w ramach tego tematu – mogą wnieść naprawdę dużo dobrego na przestrzeni całego życia.
Warto wyrabiać sobie nawyki, które wiele nie kosztują, a mogą przynieść naprawdę ogrom dobra. Zacznij każdy dzień od serdecznego przywitania się ze sobą. Powiedz sobie coś miłego albo po prostu życz sobie dobrego dnia. Uśmiechnij się do siebie przed lustrem, a jeśli masz do tego zasoby uczuciowe – wyraź do siebie miłość albo chociaż sympatię. Staraj się wpleść w to jak najwięcej budujących uczuć – ciepło, czułość, życzliwość, troska, wyrozumiałość.
Jeśli jesteś na etapie, gdzie jeszcze ledwo znosisz siebie i nie potrafisz wykrzesać żadnego entuzjazmu wobec swojej osoby, spróbuj zrobić coś, co może nie będzie specjalnie spektakularne, ale będzie chociaż o ten jeden szczebelek wyżej niż to, do czego jesteś przyzwyczajony. Jeśli nie lubisz i nie kochasz tego osobnika, którego widzisz w lustrze – wyraź chociaż jakąś dobrą chęć: „naprawdę chcę Cię polubić”, „chciałbym ci przebaczyć i pogodzić z tobą”, „miło by było mieć dobrą relację i się dogadywać, prawda?”. Niech to będzie cokolwiek co przełamie stare schematy i skruszy trochę tego lodu, wprowadzając chociaż odrobinę ciepła.
Pamiętaj, że to nie jest żaden wyścig, konkurs czy egzamin. Działaj na spokojnie i bądź cierpliwy – kropla drąży skałę. Nie przejmuj się, gdy odpowiedzi z wnętrza są niemiłe i zniechęcające. To tylko pokazuje, jak bardzo zamknąłeś się na dobroć wobec siebie. Wprowadzaj ją stopniowo i regularnie, bo jak inaczej masz się z nią oswoić i na nią otworzyć?
Pamiętaj o sobie i interesuj się sobą. Znajdź czas w ciągu dnia, aby zapytać się siebie jak się czujesz i co tam u ciebie słychać. Pytaj, ale też słuchaj z uważnością – odczytuj myśli z głowy, ale również (a nawet przede wszystkim) uczucia i emocje. Nie musisz sobie robić głębokiej psychoanalizy. Chodzi o proste wyrażenie tego co WAŻNE, tak jakbyś rozmawiał z bliskim człowiekiem, którego szczęście i dobrostan jest dla ciebie istotny. Liczy się to co, ma realne znaczenie w danym momencie, niekoniecznie musisz zagłębiać się w każdy szczegół swoich złożonych odczuć i myśli. Czasami wystarczy proste dopuszczenie do siebie lęku typu: „boję się, że stracę pracę i strasznie mnie to stresuje”. Nie musisz zaraz wchodzić w cały ciąg przyczynowo-skutkowy tej emocji, bo już sama świadomość tego w jakim jesteś stanie, daje przestrzeń do tego, aby się po prostu sobą zaopiekować – w tym wypadku zrelaksować się, uspokoić, podjąć działania, które złagodzą obawy.
Pozwól sobie świadomie, ciepło i czule być ze sobą i przy sobie, a w dłuższej perspektywie zaskoczy Cię to, jak wiele dobrego może wnieść tak prosta praktyka :)



Komentarze są zamknięte.