Dziś trochę niestandardowo, w formie krótkiej opowieści zobrazujemy sobie temat, który frustruje wielu – siła bezwładności naszych podświadomości :)

Wyobraźcie sobie ogromny, rozpędzony statek na oceanicznych wodach. To jest nasza podświadomość realizująca bez ograniczeń konkretny program (kurs na Wyspy Cierpienia). Pewnego dnia jednak dochodzimy do wniosku, że ten wzorzec nam się nie podoba, bo tak właściwie to nam bardziej szkodzi niż pomaga w czymkolwiek. Pojawia się więc potrzeba obrania drogi na Półwysep Miłości, który okazuje się jednak atrakcyjniejszym celem podróży. Tutaj jednak pojawia się kilka problemów. Przede wszystkim zbliżyliśmy się do Wysp Cierpienia na tyle blisko, że oddziałują na nas swoimi złowieszczymi energiami, co obniża morale załogi i wprowadza w mało przyjemne stany. W dodatku nie znamy dokładnego kierunku ku Półwyspowi Miłości, wiedząc jedynie, że trzeba się kierować światłem gwiazd i słońca, co obecnie jest utrudnione z powodu gęstej, czarnej mgły, która spowija okolice.

Wiemy jedno – na dobry początek musimy całkowicie odwrócić kierunek podróży, aby oddalić się od zgubnego wpływu Wysp Cierpienia, jeśli mamy kiedykolwiek trafić na bezpieczne wody i znaleźć właściwą drogę. Jako kapitan (nasze świadome ja) wydajemy rozkaz do zawrócenia, ale część otępiałej cierpieniem załogi (poszczególne części naszego wnętrza/osobowości) zaczyna się buntować i upierać, że nie powinniśmy zmieniać celu podróży. Pojawia się konflikt na który nie mamy czasu, ponieważ z każdą chwilą zbliżamy się coraz bardziej Wysp i ich zgubnego wpływu. Mimo presji i konfliktu udaje się nam jednak zachować na tyle zimnej krwi, aby przekonać wszystkich do tego, aby chociaż zatrzymać statek i wtedy na spokojnie pomyśleć co dalej.

Niestety sam statek z racji swojej ogromnej masy i pędu, potrzebuje czasu zanim wyhamuje, pokonując po drodze kolejne kilometry. Ah, jak frustrujący jest to etap, gdy widzisz ten opór przed zmianą i gdy mimo chęci podążenia w zupełnie inną stronę, wciąż jeszcze zbliżasz się do Wysp Cierpienia. Po trwających wieczność chwilach w końcu statek zatrzymuje się, ale nieszczególnie cię to pociesza w tym momencie – wciąż nie znasz drogi na Półwysep Miłości, a część załogi będzie trzeba jeszcze przekonać do swoich racji.

Zatrzymanie statku dało trochę przestrzeni do spokojniejszej rozmowy, jednak wciąż nie jest to łatwe zadanie. Zaczyna się długi proces rozmów, kłótni i negocjacji podczas którego narasta twoja frustracja – wszystko się okropnie przedłuża, a ty wciąż pozostajesz niebezpiecznie blisko negatywnych wpływów, które wciąż i wciąż męczą. Obie strony konfliktu mają swoje racje. Ci za Półwyspem Miłości posiadają solidne argumenty, które mimo prób podważenia przez drugą stronę, okazują się nie do obalenia. Z kolei zamroczona cierpieniem część załogi stopniowo traci swoje karty, gdy udaje się rozgryźć ich zaburzoną logikę. To wszystko jednak trwa i trwa.

W końcu udaje się się przekonać na tyle dużą część załogi, że pojawia się możliwość ruszenia i zmiany kursu. Statek powoli więc rozpędza się i zmienia kierunek na przeciwny do dotychczasowego. To jednak znów trwa zanim tak duży i ciężki obiekt się rozpędzi, ale frustracja tym faktem jest już nieco mniejsza, ponieważ w końcu pojawia się nadzieja. W międzyczasie ta mniejsza, wciąż nieprzekonana część załogi biega po całym statku w panice, wieszcząc naszą zgubę i wprowadzając trochę zamieszania. To sprawia, że momentami tracimy pęd albo zbaczamy z kursu, ale dzięki solidnej dyscyplinie i wytrwałości jakoś panujemy nad sytuacją. Z czasem uda się ich też uspokoić i przekonać, ale nie wszystko naraz.

Podróż w przeciwnym kierunku trwa już chwilę, ale wciąż jesteśmy spowici mrokiem. Zaczynają pojawiać się wątpliwości. Czy na pewno udało się w tym zamieszaniu utrzymać właściwy kierunek? A co jeśli nie uda się nam wydostać? Trzymać się tego kursu czy obrać inny? Czy podejmuje właściwą decyzję? A czy to w ogóle ma sens? A co jeśli już nie ma stąd wyjścia? Minęło już tyle czasu – czemu wciąż nie widać wyjścia?

To jest jeden z najtrudniejszych etapów całej podróży. Zmęczenie dotychczasową szarpaniną, niepewność, brak poprawy sytuacji. No dobrze, może odczuciowo jest JAKAŚ poprawa, ale nie widać jej na zewnątrz, bo tam wciąż ta przeklęta, czarna mgła. Przekonana wcześniej część załogi zaczyna tracić entuzjazm, a niektórzy przechodzą znów na stronę zbuntowanych. Momentami jest ciężko zapanować nad tym chaosem. Bywa, że masz ochotę się po prostu poddać, ale mimo wszystko jakoś się trzymasz.

W końcu jednak mgła rozrzedza się i docierają do nas pierwsze przebitki słońca. Pojawia się tak upragniona nadzieja. Niektórzy co prawda w swoim zmęczeniu i rozpaczy nie chcą uwierzyć, że to prawdziwe słońce, obawiając się jakichś mrocznych sztuczek i iluzji, które mają nas tylko zmylić. Ty jednak ufasz, czując, że to światło jest prawdziwe i dobre. Nadzieja dodaje ci sił i entuzjazmu, dzięki któremu odbudowujesz dobre morale wśród załogi. Statek przyspiesza, światła pojawia się coraz więcej, na tyle dużo, że w końcu wiesz w którą stronę się kierować. Korygujecie kurs, a otaczająca was mgła jest coraz rzadsza, a co za tym idzie – jej trujące opary słabną. Umysły stają się coraz czystsze, przytomniejsze i radośniejsze. Wraca życie i zwiększa się wola, aby płynąć ku światłu, które z kolei oddziałuje pozytywnie z coraz większą siłą – nawet najbardziej oporni zaczynają pękać i przekonywać się do idei podążania za nim.

Czujesz ulgę, gdy dociera do ciebie, że po tak długiej podróży w końcu jesteś w punkcie, gdy miłe, słoneczne ciepło oddziałuje na ciebie i załogę znacznie silniej niż pozostałości zanikającej mgły. W oddali zaczyna majaczyć odległy ląd, a twoje serce już wie że to właśnie upragniony Półwysep Miłości na plaży którego niedługo odpoczniesz po tej niezwykle wymagającej podróży.

***

Każdy większy temat nad jakim pracujecie wymaga przebycia tego typu podróży i przeżycia poszczególnych jej elementów. Nie wystarczy bowiem po prostu zmienić zdanie, licząc na to, że wszystko inne momentalnie się dostosuje do tego wyrazu świadomej woli. To jest zaledwie wydanie pierwszego rozkazu, który może nawet nie zostać usłyszany albo przyjęty. Czasami trzeba zrobić naprawdę wiele, aby dana intencja mogła zostać zrealizowana – rozwiązać konflikty wewnętrzne, odbudować brakujące zasoby, znaleźć sens i motywacje, odczekać cierpliwie, aż zrealizują się poszczególne etapy pośrednie, wytrwać na właściwym kursie, ugruntować pewne pozytywy, które są potrzebne dla dalszych etapów, pokonać pojawiające się trudności i wiele, wiele innych.

Wiele razy słyszałem od ludzi niezrozumienie czemu u nich coś nie działa, skoro oni tak bardzo szczerze chcą, aby działało. Niestety samym chciejstwem wiele nie osiągniemy – ono może być co najwyżej motywacją do tego, aby wykonać niezbędną pracę, a ta niestety bywa czasami ciężka, żmudna i niewdzięczna, przynajmniej do czasu, aż przebijemy się przez największe blokady i opory :) Może nie brzmi to zbyt optymistycznie, ale jeśli mocno wpadliśmy w sidła cierpienia to zostają nam tylko dwie opcje – dać się pochłonąć mrokowi albo wykonać kawał solidnej pracy, który nas z tego wyciągnie (przy czym to drugie nie musi być zrealizowane doskonale, aby było wystarczająco dobre).

Chciałbym też przede wszystkim zwrócić uwagę na bardzo ważną rzecz dla tych, którzy tą pracę wykonują, ale jeszcze nie widzą zadowalających efektów. Jak zostało to zobrazowane w opowieści, niestety spora część koniecznych procesów może zadziać się w warunkach niezmieniającej się sytuacji zewnętrznej. Trzeba trochę cierpliwości, zaufania i wytrwałości w tym wszystkim, aby wykonać i przetrwać tą część pracy zanim dojdziemy do punktu, w którym zaczną się przebijać pozytywne efekty. Tak samo jak w przypadku płynącego statku – najważniejszy jest kierunek w którym zmierzamy. Jeśli ten jest właściwy to już jest dobrze, niezależnie od tego, gdzie się znajdujemy. Teleportować się nie możemy z miejsca na miejsce, więc jedyne o co możemy zadbać to utrzymanie właściwego kierunku i sensownej prędkości, aby podróż nie trwała wieczność. Jeśli oddaliśmy się zbyt mocno od miłości, to nie pozostaje nam nic innego jak zaakceptować fakt, że podróż powrotna może zająć trochę czasu.

Ważne jednak, że świadomie płyniemy tam gdzie trzeba :)

Komentarze są zamknięte.