Jeśli doświadczyliśmy w swoim życiu dużo zranień na sercu (odrzucenia, krzywdy) dość naturalną reakcją jest zduszenie i zamykanie tej poranionej części nas. Ściskamy się więc wewnętrznie i blokujemy przepływ w naszym sercu, aby zamknąć cały ten ból poza naszą świadomością, tak abyśmy nie musieli go doświadczać na co dzień. On tam co prawda cały czas jest i od czasu do czasu przebija się, ale dzielnie walczymy z tym, starając się czuć jak najmniej.
Zamknięcie na miłość jest dość oczywistym efektem o którym nie trzeba zbyt wiele pisać. Zamknięte serce i zablokowany przepływ oznacza, że nie czujemy nie tylko tych złych rzeczy, ale również tych dobrych – proste i logiczne :) Skupmy się jednak na nieco mniej oczywistych aspektach tematu.
Długotrwałe zamknięcie bólu w sercu prowadzi do poważnej konsekwencji, jaką jest nagromadzenie cierpienia w tym konkretnym miejscu. To oznacza, że zaczynamy postrzegać nasze serce jako źródło cierpienia. A jakie możemy mieć odruchy wobec czegoś, co tak odbieramy?
No oczywiście chcemy się tego pozbyć. Usunąć, zdeptać, zniszczyć, odciąć – cokolwiek, byleby już tylko nie musieć czuć tego, co tam się próbuje wydostać (a będzie próbować cały czas).
Do największej szarpaniny dochodzi, kiedy postanawiamy otwierać się na miłość, ale jednocześnie cały czas nieświadomi konsekwencji, realizujemy powyższy schemat. Wygląda to tak, że z jednej strony coś tam próbujemy otwierać i poczuć miłego, ale z drugiej – jak się pojawiają bolesne emocje, znów dusimy i odcinamy.
Oj, biedne serce, nie ma łatwo w takim kołowrotku.
Ja sam, jako osoba z ponadprzeciętnie dużymi wzorcami odrzucenia (tak to jest jak się ma dużo ciężkiej karmy w temacie i na dzień dobry wybiera się rodzinę, która skrajnie odrzuca) przez bardzo długi czas łapałem się na tą pułapkę. Nie zliczę, ile razy w tych bolesnych momentach emocjonalnych wywałek miałem ochotę dosłownie wyrwać sobie serce z piersi. Doświadczyłem naprawdę dużo bólu w ciągu całego życia i to była reakcja zakodowana już pewnie od samego dzieciństwa.
Ostatnio mam to szczęście, że buduję nowy związek, w którym doświadczam przejawów miłości na poziomach, których nie znałem i nie wiedziałem nawet, że są możliwe :) I jednym ze skutków tego jest to, że zaczęły mi się otwierać różne obszary serca, które do tej pory były jeszcze poblokowane i pojawiło się znacznie więcej miłości do samego siebie. Chętnie sobie więc spędzam czas sam ze sobą w przestrzeni serca i właśnie podczas jednej z takich „posiadówek” uświadomiłem sobie istnienie tego mechanizmu ściskania się, gdy wybija odrzucenie. Wtedy też poczułem, że już nie chce wchodzić w taki stan, gdy ten ból wybija, a zamiast tego wolę skorzystać z dodatkowych zasobów miłości, które ostatnio się pojawiły i po prostu przyjąć to serce z jego bólem. To oczywiście w pewnym stopniu było robione już od wielu, wielu lat, bo ciężko by było cokolwiek przepracować w temacie bez tego, ale jednak zawsze pozostawał JAKIŚ ścisk.
Poluzowanie na takim głębszym poziomie, w towarzystwie konkretnych pokładów miłości dopiero dało mi zrozumienie, że byłem bardziej zblokowany niż mi się wcześniej wydawało, szczególnie w momentach próby, gdy wychodziły różne emocje z przeszłości. W końcu był to mechanizm zbudowany na bardzo silnych traumach, a więc głęboko i mocno zakopany w zakamarkach podświadomości.
Uświadomienie sobie tego wszystkiego przyniosło sporo ulgi i pozytywnej zmiany w relacji ze sobą. Czując swobodniejszy przepływ miłości do samego siebie, pojawiła się większa niezależność uczuciowa, która daje mi znacznie więcej oddechu w budowaniu nowej relacji – bez presji, spiny, uwieszania się czy poczucia, że moje szczęście zależy od tego jak to wszystko się potoczy :) Poprzedni związek budowałem będąc jeszcze praktycznie dzieciakiem z mnóstwem braków i tam sobie stworzyłem fundamenty, w ramach których na pewnych poziomach byłem zbyt zależny od relacji, co przysłaniało mi samego siebie. Oderwanie się od tego dało mi mnóstwo świeżego spojrzenia i konfrontacji, które pozwoliły przedefiniować siebie i przepływ miłości w sercu :)
To właśnie ściskanie i znieczulanie serca w momentach bólu pozwalało nie tylko zamykać się na widzenie pewnych istotnych spraw, ale również blokowało na w pełni swobodny przepływ miłości. A jeśli nie pozwalamy sobie na pełny przepływ tej miłości, to ona potrafi się blokować i nie płynąć, co powoduje znów ból i kolejny ścisk, a my wpadamy w błędne koło odrzucenia.
To ważne, aby przyjąć i ukochać siebie również w tym największym i najtrudniejszym bólu. Przestać uciekać, ściskać, zamykać, a po prostu pozwolić, aby miłość płynęła i z tą swoją piękną łagodnością otulała nas, uzdrawiając wszystko, co uzdrowienia wymaga :)



Komentarze są zamknięte.